|
2007 I II III IV V VI VII VIII IX X XI 2006 I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII 2005 IX X XI XII 2004 V VI VII VIII |
...
1-go lipca
(...) płynęli na spotkanie z niewiadomym. mieli się dowiedzieć gdzie mają szukać swojego celu. wiedział, że nie obejdzie się bez walki, bez forteli i bez strat. czekali na ich przybycie. czekali w sile trzech galeonów wojennych. siła ognia była prawie czterokrotnie większa. tylko przecież to nie pierwszy raz gdy wystawiał się na takie ryzyko. nie pierwszy raz gdy fortuna mu sprzyjała i nie pierwszy raz to dzięki jego pomysłowości załoga wychodziła bez szwanku i jeszcze z łupami. nie wiedział jeszcze jak to rozegra, wiedział, że nie może sobie pozwolić na choćby najmniejszy błąd. miał swoją załogę i to dodawało mu otuchy. wiedział, że jego bukanierzy wykonają wszystko i porządnie, to co im rozkaże. był dumny z dyscypliny która panowała na jego okręcie... to był jedyny okręt i jedyna taka załoga wśród braci wybrzeża. i tylko on, niepowtarzalny. kapitan swego okrętu. jego siłą była jego pomysłowość i spryt. czterdzieści osiem dział znajdujących się po obu stronach burt, cztery na dziobie i cztery na rufie były tylko argumentem. jeszcze nigdy ten argument nie został użyty. kazał rzucić kotwice w małej zatoczce, zatoczce która była idealnie osłonięta z każdej strony. wyciągnęli na brzeg działa pościgowe. wielkie trzydziestofuntowe armaty. do tego dołożyli jeszcze dwudziestofuntowe działa burtowe. tak ufortyfikowali małą zatoczkę. tu muszę dodać, że zatoczka była tak położona, iż każdy okręt wchodzący do niej, musiał bardzo powoli lawirować między wystającą rafą co przy obecnym ufortyfikowaniu nie dawało szans żadnemu napastnikowi. sam przebrał się w łachmany handlowca i poszedł do miasteczka dowiedzieć się czegoś więcej na temat trzech galeonów oraz miejsca, do którego mają się udać. (...) myśli(nie)moich(8) 2-go lipca "jestem tylko przechodniem, w tym a nie w innym przebraniu(...)" śpiewa adam nowak. dziś plaża,, a raczej tylko w myślach plaża bo jakiś podły wirus zaatakował. ech, a taka piękna pogoda na spacer była. szaro, deszczowo i wietrznie. pusto, cisza... wściekły ryk, wszędzie dookoła kipiel. dziób rozpruwa kolejną fale na pół, a morze wdziera się w każdy zakamarek, w najmniejszą szczeliną, wszędzie, w całego mnie... "(...)któregoś dnia (...) przypłynie statek piratów o pięciu masztach i dwudziestu armatach.(...)" świetlicki "opluty" myśli(nie)moich(14) 3-go lipca (...) cisza na okręcie!! rozległ się rozkaz wykrzyczany przez bosmana. jeszcze tylko wywołanie wszystkich na pokład i teraz nikt nie miał prawa się odezwać. dookoła panowała gęsta mgła, była tak gęsta, że ledwo co było widać bakburtę stojąc przy sterburcie. dwóch marynarzy na dziobie wypatrywało skał. był to jeden z groźniejszych przesmyków i do tego ta mgła. na szczęście morze było spokojne, cichutkie. jedyny dźwięk jaki dało się słyszeć to skrzeczenie co jakiś czas kadłuba i masztów. żadnego szumu wody po której okręt się poruszał, żadnych ptaków, nic. byli zupełnie sami. stał na rufie i czekał. sam nie wiedział na co, po prostu czekał. wiedział, że coś się wydarzy, coś co diametralnie zmieni jego życie. był wyznaczony do odczytania logu, gdy to zrobił czekał na kapitana. był świeżo nominowanym oficerem nawigacyjnym. jego pierwszy rejs w tej randze. wiedział, że będzie ostatnim. nie wiedział jak to się potoczy, co się stanie, wiedział, że teraz wszystko się zmieni. cieszył się z tego. fregata powoli przeciskała się między skałami. co jakiś czas było słychać jak ociera się o wystającą część rafy. płynęli do port royal z ładunkiem niewolników pod pokładem. niewolników którzy zostali oskarżeni i skazani tylko za to, że znaleźli się w nie właściwym miejscu i o nie właściwej porze. w śród "ładunku" fregaty był jego przyjaciel. rówieśnik. gdyby nie to, że przypadkiem znalazł się wśród powstańców, byłby teraz także oficerem. był wyśmienitym kanonierem, a teraz miał stać się pracownikiem na plantacji trzciny cukrowej. to nie mogło tak się skończyć. kapitan wyrwał go z zadumy pytając się o log. podał mu dokładne dane sprzed pięciu minut i dostał rozkaz sondowania z sterburty. właściwie nie wiadomo po co. wszyscy dobrze wiedzieli, że powinni się zatrzymać i przeczekać tą mgłę w zatoczce którą mijali zanim nie zgęstniała. kapitanowi nie wiadomo gdzie się spieszyło. gdy przechodził obok wejścia do ładowni, nagle statkiem zatrzęsło. popłoch, rozkazy, chaos. jedyne o czym myślał to otworzyć ładownie i uwolnić przyjaciela i przyszłą jego załogę. (...) myśli(nie)moich(27) 4-go lipca (...) na pokładzie panowało ogólne rozradowanie. wznoszono butelczyny z rumem i wiwatowano na cześć kapitana. na cześć jego. po raz kolejny jego geniusz ocalił im skórę i do tego jeszcze udało się wydobyć całkiem pokaźny okup. parędziesiąt tysięcy sztuk złota. sam gubernator zapłacił im trzydzieści tysięcy, do tego jeszcze w kasie miejskiej było kolejne tyle. eskadra, która wyruszyła za nimi w pościg została w tyle. jeden galeon tylko poszedł z a nimi, ale podczas burzy znikł. teraz odpoczywali i lizali rany w małej zatoczce. jeszcze dobę temu wcale nie było im do śmiechu choć nic nie zapowiadało kłopotów. gdy weszli na redę i oznajmili swe przybycie salwą z jednego działa, rzekomo na cześć wspaniałego miasta, kapitan fortu, jako zastępca gubernatora przybył na okręt. tam usłyszał, że jest to fregata kupiecka i że potrzebuje żywności i wody. pod takim pretekstem przepłynęli pod lufami fortu, którego zdobycie było rzeczą niemożliwą. w mieście szybko i sprawnie bukanierzy rozbroili miejską straż i jak gdyby nigdy nic zabrali całe złoto na statek. dla bezpieczeństwa zabrano ze sobą gubernatora i kapitana fortu. nieszczęśnicy wiedzieli co ich czeka. najpierw pół mili z tymi piratami, a potem z powrotem machając wiosłami w małej łodzi, co przy tutejszych prądach nie było niczym przyjemnym. w taki sposób fregata wyszła w morze i wszystko było by w porządku, gdyby nie trzy galeony wojenne pod banderą hiszpańską. od razu wiedzieli, że nie ma na co czekać. zostawiono gubernatora i kapitana fortu w łodzi i bardzo szybko trzy maszty pokryły się bielą płótna żeglowego. jednak galeony zbliżały się, większe, rozpędzone. gdy doszły do łodzi z gubernatorem pościg zaczął się na dobre. hiszpanie co jakiś czas próbowali z dział pościgowych sięgnąć kapitana i jego fregaty ale nic z tego. wiatr się wzmagał co pozwalało na szybsze zwroty i manewry. zresztą, kanonierzy hiszpańscy nigdy nie należeli do wytwornych strzelców. dlatego fregata spokojnie umykała przed kulami. po czwartej godzinie pościgu wiadomo było już, że wejdą w burze. dwa z trzech ścigających galeonów zawróciło, trzeci uparcie szedł za nimi. kapitan już się domyślał kto jest myśliwym. hiszpan nie miał zamiaru odpuścić bo to przecież jemu w tak ośmieszający sposób odebrano właśnie tą fregate na której uciekał ktoś kto wystawił go na takie pośmiewisko. przygotowano, takielunek sztormowy, ludzie na pokładzie. przy pierwszym uderzeniu nawałnicy trzeba szybko zwinąć żagle by wiatr nie połamał masztów. zrobili by to i wcześniej, ale ten galeon nie dawał spokoju. gdy nawałnica zaczynała do nich docierać nie było sensu już ryzykować. zwinięto żagle i ustawiono fregatę pod fale. galeon manewrował za nimi, próbował podejść jak najbliżej, obrócić się i oddać salwę całą burtą w nich. nie miało to kompletnie sensu. gdyż silnie padający deszcz utrudniał widoczność, wzmagająca fale utrudniała wyrychtowanie, a przede wszystkim, fala stała się na tyle wysoka, że przy stanięciu do niej burtą groziło to wywróceniem okrętu. hiszpan jednak nie rezygnował lawirując między rozhuczałymi bałwanami. kapitan spoglądał co chwile w ich kierunku ale nie przejmował się za bardzo tym, że coraz bardziej narażają się na ryzyko. ważny był okręt i jego załoga. szli pod fale, coraz bardziej oddalając się od lawirującego galeonu.. burza nie okazała się aż tak sroga jak przypuszczali na początku, jednak fokmaszt był do remontu. właśnie w tym celu zawinęli do tej małej zatoczki. teraz przy zapachu pieczonego mięsa oraz rumu w butelkach, marynarze wspólnie śpiewali.(...) * * * * * * * * * * * korekta, ja bym prosił na przyszłość wszystkich, jeśli zauważycie błędy to proszę dajcie mi o tym znać w komentarzach. z góry dziękuje. myśli(nie)moich(25) 6-go lipca "Kiedy dziecko było dzieckiem, chodziło machając rękoma. Chciało aby strumyk był rzeką, rzeka żywiołem..., a ta sadzawka żeby była morzem. Kiedy dziecko było dzieckiem, nie wiedziało, że jest dzieckiem. Wszystko było pełne życia, i całe życie było nim. Kiedy dziecko było dzieckiem, nie miało zdania na żaden temat. Nie miało nawyków. Często siedząc zakładało nogę na nogę, zaczynało biec..., sterczały mu z włosów koguty, i nie starało się... aby świetnie wyglądać na fotografii. Kiedy dziecko było dzieckiem, był to czas takich pytań: Dlaczego jestem sobą, a nie tobą? Dlaczego jestem tu, a nie tam? Kiedy zaczął się czas, a gdzie kończy się kosmos? Czy życie pod słońcem nie jest tylko snem? Czy to, co widzę, słyszę i czuję, nie jest tylko odbiciem świata, który był przed światem? Czy zło naprawdę istnieje, i ludzie, którzy są naprawdę źli? Jak to możliwe, że ja, taki jak jestem, nie byłem tu zanim tu byłem... i, że pewnego dnia, ja, taki jak jestem, nie będę już dłużej tym kim jestem? Kiedy dziecko było dzieckiem, wybrzydzało na szpinak, groszek... budyń i gotowanego kalafiora... a teraz je to wszystko, i wcale nie dlatego, że musi. Kiedy dziecko było dzieckiem, obudziło się raz w obcym łóżku... a teraz czyni to raz po raz. Kiedy dziecko było dzieckiem, bawiło się z entuzjazmem... a teraz może się postarać kiedy dotyczy to jego pracy. Kiedy dziecko było dzieckiem, żyło na chlebie i jabłkach, to wystarczało. I wciąż tak jest. Kiedy dziecko było dzieckiem, jagody spadały na jego dłoń po prostu jak jagody. I wciąż tak czynią. Od świeżych orzechów cierpł mu język, i wciąż tak się dzieje. Na każdym szczycie marzyło o wyższej górze. A w każdym mieście marzyło o większym mieście. I wciąż tak robi. Sięgało wierzchołka szukając wiśni... z takim samym podnieceniem jak dzisiaj. Było nieśmiałe w obecności obcych, i wciąż jest. Czekało na pierwszy śnieg, i nadal czeka w ten sam sposób. Kiedy dziecko było dzieckiem, rzucało w drzewo kijem jak lancą. I do dzisiaj w nim trzepocze." *fragment z filmu "der himmel uber berlin". reżyseria wim wenders. film z 1987 roku. myśli(nie)moich(15) 8-go lipca kiedy dziecko było dzieckiem... i nadal nim jest. przecież tak naprawdę jesteśmy tacy sami, to my!!! bogatsi o doświadczenia, o wiedzę, nie którzy nawet o własne przemyślenia... jakkolwiek, to ciągle my!!! czemu zatem się od tego odsuwamy? czemu ukrywamy tą część siebie, tą która jest prawdziwa, szczera, miła, urocza i przede wszystkim pierwotna... myśli(nie)moich(19) 9-go lipca stanął przed swoją załogą, załogą która jeszcze parę godzin temu była niewolnikami, zwykłym towarem, który płyną na sprzedasz. wszyscy poszli za nim, odratowali fregatę, którą wieziono ich na targ. załoga wraz z dotychczasowym kapitanem uciekli na ląd porzucając tonący okręt. prawdę mówiąc cudem można nazwać ocalenie ich nowego domu. cudem też należy nazwać wyjście ich z tej plątaniny skał i raf. powoli i spokojnie oddalali się do najbliższej spokojnej przystani w celu naprawienia całego okrętu. mgła osłoniła ich odpływ. poprzedni kapitan wraz z załogą która opuściła fregatę byli pewni, że okręt zatoną. gdy mgła opadła następnego ranka po fregacie śladu już nie było... gdy dopłynęli do następnej wyspy archipelagu, zacumowali zaraz za szeregiem skał, które oddzielały zatokę od oceanu, taki sposób, że nie wdzierały się tam żadne fale. prace remontowe szły z początku niezbyt sprawnie. załoga była wycieńczona. spędzili w ładowni o wodzie i sucharach ponad trzy tygodnie. teraz musieli szybko dojść do siebie jednocześnie łatając kadłub fregaty. nie było to proste zadanie. było ich czterdziestu trzech łącznie z kapitanem. w celu remontu kadłuba trzeba było wyciągnąć okręt na pale, tak by odsłonić dziurę i na sucho ją porządnie załatać. pomocna okazała się natura. juz pierwszego poranka zauważyli, że pływy w zatoczce są olbrzymie. różnica między odpływem, a przypływem to ponad 13 stóp. skorzystano z tego. wycięto pare drzew będących na wyspie, zbudowano podest nad który podprowadzono okręt podczas przypływu. gdy przyszedł odpływa fregata osiadła na podeście. umocowano ją i zakotwiczono by podczas kolejnych przypływów nie ześlizgnęła się z podestu. Postawiono dodatkowe pale, także fregata nie przesunęła się nawet o cal podczas postoju w tej przeuroczej zatoczce. zabrano się do pracy. gdy woda znów zaczynała się podnosić, zabezpieczano kadłub liśćmi oraz piachem, otaczając całość płótnem oraz skórami których także było sporo na okręcie. prace nad naprawą fregaty oraz regeneracją załogi trwały blisko miesiąc. po tym czasie nadano okrętowi nazwę, trochę ironicznie, a mianowicie "wolność". teraz przyszła chwila na decyzje, co dalej? wiele wyjść nie było. powrót do ojczystej brytanii był równoznaczny z wyrokiem śmierci. i tak im się już upiekło. zaciągnąć się pod flagę francuską? nie, no przecież nie będą pływać pod rozkazami ludzi, którzy są tak marnymi żeglarzami jak zadufani w sobie francuzi... zaciągnąć się pod banderę hiszpańską? nie, to lepiej już zostać bukanierem na własną rękę i jedyne co to oddawać część łupów gubernatorowi tortugi i sprzedawać tam złupione z innych okrętów towary. postanowili.(...) myśli(nie)moich(10) 10-go lipca dziś trochę humoru, a co... ALTERNATYWNA SKALA BEAUFORTA 0 (cisza) - Żagle zwisają swobodnie 1 (słaby powiew) - Żagle zaczynają delikatnie pracować 2 (słaby wiatr) - Żagle łopoczą i łódka dryfuje bokiem na zawietrzną. Wypełnianie się żagli powoduje przechył łódki, tak więc skrzynkę z piwem należy schować do kokpitu. 3 (łagodny wiatr) - Piwo nie chce już stać bez naszej pomocy, trzeba je podeprzeć lub trzymać w ręku. 4 (umiarkowany wiatr) - Puste butelki taczają się w kokpicie, należy je zablokować 5 (świeży wiatr) - Wszystkie piwa chłodzone za burtą należy wybrać na pokład. 6 (silny wiatr) - Nikt nie powinien być odpowiedzialny za więcej niż jedno piwo 7 (bardzo silny wiatr) - Skrzynka z piwem nabiera tendencji do skakania po kokpicie. Należy oddelegować kogoś by na niej spoczął. 8 (gwałtowny wiatr, sztorm) - W dalszym ciągu butelkę może otworzyć pojedyncza osoba. Pojawiają się trudności z trafieniem butelką do ust. 9 (wichura, silny sztorm) - Butelkę należy trzymać obiema rękami. Tylko nieliczni potrafią samodzielnie zdjąć kapsel. 10 (silna wichura, bardzo silny sztorm) - Do odkapslowania potrzebne są dwie osoby. Ciężko trafić butelką do ust. Przypadki wybijania zębów nie są rzadkością. 11 (gwałtowna wichura, gwałtowny sztorm) - Piwo ma tendencję do wypieniania się z butelki. Bardzo trudno pić ze względu na łopotanie warg i zębów. 12 (huragan) - Wszystkie otwarte butelki wypieniają się. Picie niemożliwe. Zakaz otwierania butelek (tymczasowy). Alternatywna skala Beauforta w/g książki Jespera Asmussena "Żeglarskie pieśni i historie fantastyczne" . (ja znalazłem na tej stronie) myśli(nie)moich(20) 13-go lipca no i przyszło mi pisać notkę bez pomysłu. bo chce napisać, a nie wiem co napisać. nie napisze o tym, że spacer na plaży o czwartej nad ranem to jedna z najmilszych rzeczy, bo i po co. nie opiszę go także bo to może być nudne dla was, czytelników. przecież to moje przeżycia (efekt błędności tak zwany mi się udziela...). nie napiszę też o tym, że nie mam co robić, że nudne wakacje bo to będzie nieprawdą. nie napiszę też o tym, że pogoda mi się nie podoba i że jest kiepska. bo mi pasuje ta pogoda, cholera i to bardzo mi pasuje. mogę pójść sobie na plaże i zacząć śpiewać "stokrotkę polną" i nikt, zupełnie nikt się na mnie nie spojrzy bo tam nikogo nie ma. i to jest wielki plus :) nie ma bikiniarek, nie ma wywalaczy oczu, nie ma kręcących tyłkami (nie zawsze te tyłki są na tyle kształtne by to był przyjemny widok...) nie ma wymachujących grabkami wiatraków co to za przecinek i łącznik międzywyrazowy używają słowa ogólnie uważanego za wulgarne...(nie będę cytować bo nie lubię sobie ust paskudzić takim świństwem. jak to ktoś słusznie kiedyś powiedział, "używać wulgarnego słownictwa to tak samo jakby brudną szmatą sedesową wycierać sobie usta po dobrym posiłku" feee...). czego jeszcze nie napiszę... może tego, że nie mam pomysłu na kolejne opowiadanko... po prostu nie mam więc nie będzie kolejnego opowiadanka. właśnie tak. będzie za to dzisiejsza, chaotyczna notka, kompletnie bez sensu napisana. a co, że nie wolno takich pisać? to i dobrze, jeśli nie wolno. patrzy na mnie pingwin, pingwin który ma właśnie robione prześwietlenie... mewa woła łabędzie na piwo, a ja mówię, że nie piję bo nie, o. nie piję i nie palę, taki ze mnie grzeczny chłopiec się zrobił. tak, zdecydowanie, głupieję... myśli(nie)moich(21) 14-go lipca witam czytelników... dziś trochę z innej bajki. właśnie wiadomości się skończyły, tvn i raport na temat gorszej sytuacji kobiet w Polsce niż mężczyzn. no dobra, świetnie... a ja co, prace dostaje od ręki, bo nie będę mieć dzieci? bo ja w ciąże nie zajdę to od razu mam prace? ale nie, na tym nie poprzestała pani redaktor. największa bzdura jaką słyszałem od sporego czasu w telewizji. mianowicie "na pięćset kobiet służących w polskiej armii nie ma żadnej w stopniu generała.". przepraszam, czy ktoś z czytelników pamięta od którego roku kobiety są w polskiej armii jako oficerowie? ile to jest, 10 lat? 15? co jest do cholery, znaczy się, że generała każdy facet dostaje po 10 - 15 latach od rozpoczęcia nauki w szkole wojskowej, a co za tym idzie od rozpoczęcia służby? dla zainteresowanych polecam stronkę ministerstwa obrony i inne. proszę sobie przeczytać jakie są wymagania i ile musi trwać służba by stać się generałem... i ja się pytam, jak taka pani redaktor przepchnęła tak nędzny materiał? przepraszam, to miało być dla idiotów czy pani redaktor jest zwyczajnie idiotą? bo jak można rzucić suchy fakt nie wspominając o tym dlaczego tak jest...? to się nazywa rzetelność... kląć mi się chcę więc kończę tą notkę... pozdrawiam czytelników i panie przepraszam z góry. notka nie ma na celu ubliżenie wam tylko przedstawienie sytuacji z trochę innej strony... bo dla mnie te wypociny pani redaktor to nic więcej jak nędzne pofolgowanie swym niezaspokojonym ambicjom... pani redaktor w wieku 25-30 lat chyba by chciała być już naczelnym i uważa, że jej się to należy... pani redaktor, pani se weźmie kredyta, wynajmie pomieszczenie i założy telewizje, radio czy też pismo... cokolwiek, a nie, za przeproszeniem pani pieprzy jakieś bzdury o gorszej sytuacji... o jeszcze coś mi się przypomniało. pani posłanka samoobrony. no do cholery, pani posłanka trzęsie tyłkiem, jak i jej mąż, ponieważ stracą mandaty poselskie gdy przyjęta zostanie ustawa o tym, iż funkcje posła nie może sprawować ktoś kto miał konflikt z prawem. pani poseł została skazana za przestępstwo podatkowe, a jej mąż za nie spłacanie kredytu. pani poseł bezczelnie się uśmiechając, że jak to przyjmą to nie będzie w Polsce ludzi którzy mogli by sprawować urząd posła. no do cholery. moje największe wykroczenie to przejście na pasach dla pieszych gdy świeciło się czerwone światło. no i jeszcze picie piwa o 3 nad ranem pod urzędem miasta gdyni. znaczy się, co, ja według tej pani jestem takim samym przestępcą? no ja nie rozumiem. jak ktoś, kto z taką swobodą rzuca oskarżenia na lewo i prawo może być przedstawicielem jakiejś grupy ludzi, kto tą panią wybrał? nie wstyd wam? ja jestem dumny, że swoje karty wyborcze zawsze skreślałem tak, iż były nieważne. bo wiem, że żaden z tych ***** nie miał mojego poparcia. ech, kończę bo zaczynam biadolić... myśli(nie)moich(21) 17-go lipca przerwa potrwa trochę dłużej. przyczyna: konieczna porządna powtórka języka angielskiego. jeśli ktoś ma jakieś materiały, a konkretnie ćwiczenia, czy też artykuły w języku angielskim na komputerze to proszę dać mi znać na gadzie lub też wysłać na poczte zdzblo@op.pl pozdrawiam wszystkich. myśli(nie)moich(8) 23-go lipca Już niedługo, jeszcze trochę i powstanie coś nowego. Coraz bliżej jestem wymyślenia nowego wyglądu. Pozdrawiam wszystkich bardzo ładnie. myśli(nie)moich(6) 25-go lipca Wersja rozwojowa :] Jak się wam podoba? :) Nad komentarzami popracuje jak to dopracuje :) Pozdrawiam wszystkich. źdźbło myśli(nie)moich(14) 29-go lipca byłem, na słońcu się smażyłem... myśli(nie)moich(10) 31-go lipca idę znów, po smażę się jeszcze trochę... bo i dlaczego miałbym się nie smażyć? myśli(nie)moich(9) |
fotoblog.pl ownlog.com kontakt ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ |
|
sprzęt: puszka N., dwa szkła plus filtry i sabinka numer 8 z dwoma zerami.
teksty oraz zdjęcia zamieszczone na źdźble są moją własnością. kopiowanie bądź powielanie bez mojej pisemnej zgody jest złamaniem prawa autorskiego. |
||